Przejdź do głównej zawartości

Koreańska pielęgnacja skóry - czy warto inwestować w produkty k-beauty?

Jestem ogromną maniaczką koreańskiej pielęgnacji! Pamiętam, gdy kilka lat temu zrobiło się wielkie BUM na punkcie k-beauty, jednak wtedy średnio mnie to interesowało. Głównie dlatego, że te kosmetyki były zdecydowanie za drogie jak na kieszeń studenta. Dodatkowo uważałam, że nie potrzebuję fancy azjatyckich kosmetyków, skoro mam świetne i tanie kosmetyki polskich marek. Lata mijały, a skóra zaczęła wymagać bardziej radykalnych kroków.
Okazało się, że kosmetyki, które do tej pory stosowałam przestały dawać zadowalające efekty, a nawet zaryzykowałabym tutaj stwierdzeniem, że efektów nie było wcale. Mam skórę mieszaną, z tendencją do przetłuszczania się w strefie T oraz wymagającą porządnego nawilżenia.
Postanowiłam dać szansę koreańskim kosmetykom, gdy zauważyłam, że ceny nie są aż tak odstraszające, a i pojawiają się ciekawe promocje! Tak więc skończyłam z różnymi specyfikami, które stopniowo zwiększałam. Aktualny efekt robi wrażenie!
Przejdę więc do tego jak wygląda moja pielęgnacja. Podkreślam, że nie jestem kosmetologiem. Dzielę się jedynie moimi obserwacjami i sugestiami. Uważam, że każdy powinien poznać dobrze swoją skórę i dostosować pielęgnację stricte do niej.

1. Olejek

Swoją wieczorną pielęgnację zaczynam od zmycia makijażu olejkiem. Byłam sceptycznie nastawiona do tego rodzaju produktów, które z nazwy, kojarzyły mi się z czymś okropnie tłustym. Słyszałam jednak pozytywne opinie na temat takich specyfików, więc zainwestowałam w Lemon Sparkling Cleansing Oil od Secret Key. Jak sama nazwa wskazuje ma on w sobie zarówno ekstrakt z cytryny jak i... wodę gazowaną. W stosowaniu produktów z witaminą C trzeba być wyjątkowo ostrożnym, bo mogą bardzo mocno podrażnić skórę twarzy i zamiast pomóc, tylko pogorszą jej stan. Ten olejek okazał się niezwykle lekki i wydajny (mi wystarczają jedna lub dwie pompki produktu, by zmyć makijaż). Ma przecudny, świeży, cytrynowy zapach. Mam wrażenie, że po zmyciu go z twarzy, staje się ona przyjemnie natłuszczona. Nie mam tego okropnego oleistego, tłustego uczucia. Stąd też moja uwaga - nie warto rezygnować z tego kroku w koreańskiej pielęgnacji.

2. Żel myjący

Następnie na zwilżoną twarz nakładam niewielką ilość żelu myjącego, który doskonale oczyszcza i nawilża skórę. Stosuję tutaj Tako Jelly Foam Cleanser od TONY MOLY. Uległam uroczemu opakowaniu, który swoim kształtem przypomina ośmiornicę - nie powinno to nikogo dziwić, skoro w swojej nazwie ma słowo tako, które oznacza ośmiornica. Po zmyciu produktu z twarzy czuję na skórze miły, gładki film. Zastanawiacie się pewnie po co stosować dodatkowy myjący produkt? Też miałam takie pytania, ale odpowiedź jest oczywista - nie wszystkie produkty zmyjemy z twarzy olejem. Jest to taki dodatek, który upewni nas w tym, że mamy wyczyszczoną twarz.
cena ok.  50 zł

3. Peeling

Bardzo ważnym punktem w pielęgnacji jest peeling. Ja stosuję go dwa razy w tygodniu. Myślę, że ilość zabiegów peelingujących powinno się dostosować do swojej skóry. Jeśli wysusza się ona częściej, można zdecydować się na zabieg aż 3 razy w tygodniu. Natomiast w przypadku odwrotnej sytuacji może wystarczyć tylko raz. Pisząc to odnoszę się do informacji jakie podaje nam producent mojego peelingu. Zdecydowałam się na PHA Peeling Gel z firmy Benton. Lubię go stosować, bo nie podrażnia skóry, jest naprawdę delikatny. Nakładam na twarz niewielką jego ilość i robię delikatny masaż. Prawie natychmiast na twarzy pojawiają się grudki, będące naszą zrolowaną martwą skórą. Proces jest bardzo prosty i przyjemny.
cena ok.  60 zł

4. Maska zwężająca pory

Również dwa razy w tygodniu nakładam maskę, której zadaniem jest zwężanie i oczyszczanie porów. Postanowiłam wypróbować Pore Designing minimizing mask od skin79. Stosuję ją jedynie na strefę "T" w której mam problem z rozszerzonymi/zanieczyszczonymi porami. Po dłuższym czasie stosowania zauważyłam, że pory naprawdę są mniej widoczne i nie są aż tak zanieczyszczone jak zazwyczaj. Ma dość lekką konsystencję i zniewalająco piękny zapach. Dołączona jest do niej mała szpatułka, którą świetnie rozprowadza się maskę po twarzy - nie brudząc przy tym rąk. Maskę trzymamy na twarzy ok. 5 minut (aż całkowicie wyschnie). Następnie zwilżamy twarz i robimy delikatny masaż. Potem zmywamy pozostałości maski.
cena ok.  60 zł

5. Toner

Kolejnym krokiem jest tonizacja twarzy. Uwielbiam zieloną herbatę, stąd lubię kosmetyki, które ją w sobie zawierają. Z tego powodu sięgnęłam po Deep Green Tea Toner z firmy Benton. Jest cudowny. Nie ma mocnego zapachu zielonej herbaty - co świadczy o tym, że nie zawiera nadmiaru sztucznych aromatów. Ma ciekawą barwę, brązową, która jest wynikiem normalnego koloru herbaty. Przecieram twarz nasączonym wacikiem, ale jeżeli chcecie możecie go wklepać w skórę twarzy. Wszystko zależy od Waszych przyzwyczajeń. Toner przywraca nam właściwe PH skóry.
cena ok.  60 zł

6. Esencja

Pora na wprowadzenie kosmetyków, które wklepujemy w skórę. Zaczynamy oczywiście od esencji. Warto tutaj pamiętać, że esencja i lotion to dwie różne rzeczy. Esencja jest całkowicie płynna, podczas gdy lotion przypomina w swojej konsystencji mocno rozwodniony krem. Nie mylmy ich ze sobą. Zadaniem esencji jest przygotowanie naszej skóry na lepsze przyjęcie pozostałych produktów - dzięki temu lepiej się wchłoną w skórę. Lubię nietypowe produkty, więc wybrałam luksusową serię firmy Benton - Fermentation Essence. Jak sama nazwa wskazuje mamy w środku filtrat ryżowy. Ma on właściwości nawilżające i odmładzające (działa ujędrniająco). Mi wystarczają dwie pompki esencji, którą wklepuję w twarz, szyję i dekolt. Co ważne, przy każdym z kroków czekamy aż produkt wchłonie się nam całkowicie w skórę. Dopiero wtedy przechodzimy do kolejnego etapu. 
cena ok.  130 zł

7. Ampułka

Przyszedł czas na ampułkę lub serum. Wybrałam produkt firmy CLIV - Collagen Resurgence Laser Ampoule. Ma ona właściwości ujędrniające. W środku mamy aż 80% kolagenu, ekstrakt z kalusa oraz oczaru wirginijskiego. Taka dawka kolagenu jest zazwyczaj przeznaczona do skóry dojrzałej. Jednak jeżeli masz skórę, która potrzebuje regeneracji (tak jak moja) można spokojnie po tą ampułkę sięgnąć. Jako, że jest to mocno skondensowany produkt jego konsystencja jest gęsta, jednak nakładając go nie czuć zbytniej lepkości i bardzo dobrze się wchłania. Można go wklepać w twarz, szyję i dekolt, jednak ja tutaj decyduję się na użycie rollera z różowego kwarcu. Jest to przyjemny masaż dla skóry, a chłód kamienia dodatkowo uspokaja rozszerzone naczynka. Koreanki stosują roller przez ok. 15 minut dziennie!
cena ok.  120 zł

8. Maska w płacie

Przynajmniej raz w tygodniu stosuję maskę w płacie. Jestem zachwycona serią masek Seoul Girl's beauty secret mask od skin79! Mamy aż pięć rodzajów masek z tej serii, ja korzystałam tylko z czterech (nie udało mi się kupić maski nawilżającej). Mamy więc maskę rewitalizującą (z kamelią i wiesiołkiem dwuletnim), przeciwzmarszczkową (z kwiatem hibiskusa i liściem miłorzębu japońskiego), rozjaśniającą (z białym kwiatem wiśni i morelą japońską) oraz kojącą (z nagietkiem lekarskim i lawendą). Każda z nich jest świetna, same płaty masek są bardzo dobrze nasiąknięte esencją, która następnie wchłania się w naszą skórę. Producent zaleca trzymanie maski 10-15 minut. Pamiętajcie, że zbyt długie trzymanie na twarzy maski może wręcz odwrotnie zadziałać na naszą skórę. Dlatego pilnujcie czasu. Po zdjęciu maski zalecam zrobienie masażu skóry na twarzy i rozprowadzenie płynu z maski na szyję i dekolt. Skóra bardzo chętnie przyjmie wszystko to co znajduje się na masce pozostawiając na niej przyjemny film. 
cena ok.  10 zł/szt.

9. Lotion

Pora przejść do kolejnego kroku jakim jest lotion. Jak wspomniałam wyżej nie powinniśmy go mylić z esencją. Mają podobne właściwości, jednak lotion można spokojnie stosować zamiast kremu do twarzy. Wtedy jednak musimy ten punkt przenieść na ostatnie miejsce (po kremie pod oczy). Lotion, który stosuję jest z tej samej serii co mój toner, a nazywa się Deep Green Tea Lotion z firmy Benton. Uwielbiam ten produkt, jest naprawdę lekki i niewielka jego ilość wystarcza na pokrycie twarzy, szyi i dekoltu. Ma niestety niewygodne opakowanie i ciężko jest odpowiednio odmierzyć właściwą ilość preparatu. Lotion doskonale nawilża skórę i podobnie jak esencja przyczynia się do lepszego wchłaniania się kolejnych produktów. Stosuję go jedynie wieczorem, w dzień decyduję się na krem.
Cena: ok. 60 zł

10. Krem pod oczy

Bardzo ważny punkt całej pielęgnacji, mianowicie krem pod oczy. Pod żadnym pozorem nie można pomijać tego kroku, bo co jak co, ale oczy bardzo szybko zyskują zmarszczki. Ja na półce mam dwa kremy pod oczy, jednak dotychczas wypróbowałam tylko jeden - Premium Ginseng Berry Eye Cream z firmy CLIV. Jest on naprawdę wydajny i bardzo dobrze wchłania się w skórę. W kremie znajdują się jagody żeń-szenia - mające właściwości nawilżające, rozjaśniające i uelastyczniające. Wklepujemy go delikatnie w skórę wokół oczu. Po dłuższym etapie stosowania wszystkich powyższych kosmetyków mogę śmiało stwierdzić, że widzę poprawę. Mam bardzo delikatne zmarszczki wokół oczu, a dzięki koreańskiej pielęgnacji stały się mniej widoczne. Skóra jest bardziej naprężona i nawilżona. 
Cena: ok. 100 zł

11. Krem

Najszybciej schodzący kosmetyk z całej serii. Nie jest to obowiązkowy punkt, bo jak już pisałam wyżej, krem i lotion można stosować zamiennie ze sobą. Jednak jako osoba z bardzo mocno wysuszającą się skórę dodatkowo nakładam na noc krem. Pierwszym kremem, który stosowałam był Intensive Snake z firmy Bergamo. Miał on bardzo lekką, podobną do lotionu konsystencję. Bardzo miło wspominam stosowanie tego kremu, bo wstając rano na twarzy nadal miałam gładki film.
cena ok. 100 zł
Podobnie jest z kremem, który stosuję aktualnie jako krem na dzień - Snail Bee High Content Steam Cream od firmy Benton. Jest on bardzo, ale to bardzo gęsty. Jednak po rozsmarowaniu na twarzy doskonale się wchłania i ją nawilża. Dodatkowo ma oczywiście właściwości odbudowujące skórę i wygładzające zmarszczki. Ostatnio jestem zaintrygowana kosmetykami ze śluzem ślimaka. Takie kosmetyki są przeznaczone dla skóry, która potrzebuje intensywnego nawilżenia, jak i skóry dojrzałej. W tym kremie poza śluzem ślimaka, mamy również jad pszczeli, który niweluje drobne zmarszczki, ujędrnia skórę i pobudza krążenie krwi.
cena ok.  100 zł
Warto pamiętać również o kremie ochronnym z filtrem UV. Ja zamiast osobnego kremu stosuję krem BB - Golden Snail Intensive BB Cream od skin79. Ma on naprawdę przyjemną dość lekką konsystencję. Ładnie dopasowuje się do kolorytu mojej skóry. Pozostawia skórę nawilżoną i delikatnie błyszczącą - czyli efekt, który ostatnio lubię uzyskiwać na twarzy (tzw. high glass).
cena ok.  100 zł
Na noc stosuję krem DEYNNBEAUTY Loves skin79 - Perfect Night Back Up Cream z firmy skin79. Myślę, że jest to bardzo dobry produkt, ładnie się wchłania. Jedynym minusem jest naprawdę intensywny zapach, który może przeszkadzać osobom z bardziej czułym węchem. Nad ranem skóra nadal jest nawilżona, nawet po porannym gorącym prysznicu. Mogę więc śmiało go polecić! Dodatkowym plusem jest jego duża pojemność, a co za tym idzie - wydajność. Mnie do tego zakupu skusiła informacja, że część pieniędzy z zakupu kremów tej linii idzie na Fundację Unicorn.
cena ok.  80 zł
Podsumowując cały mój wywód... Jestem bardzo zadowolona z tego, że zdecydowałam się sięgnąć po koreańskie kosmetyki. W czasie kuracji wróciłam na chwilę do mojego poprzedniego kremu i efekt był taki, że moja skóra została natłuszczona, ale nie nawilżona. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że w trosce o dobrą kondycję mojej skóry nie powinnam rezygnować z tego koreańskiego rytuału i koreańskich kosmetyków. Niestety są one dość kosztowne, ale na pocieszenie dodam, że powyższe produkty można co jakiś czas kupić w bardzo atrakcyjnych cenach! Ciekawą opcją są zestawy promocyjne, dzięki którym możemy nabyć w naprawdę niskiej cenie np. dwa produkty z danej serii.
Dzięki koreańskim kosmetykom moja skóra stała się bardziej napięta, mam mniej przebarwień, zanieczyszczeń, a zmarszczki stały się bardziej wygładzone. Dodatkowo moje rozszerzone pory są mniej widoczne. Jest doskonale nawilżona i nawet po całym dniu noszenia podkładu nie mam efektu łuszczącej się skóry, jak było przed stosowaniu pełnej pielęgnacji. Podkreślam tutaj, że to wszystko co opisałam powyżej nastąpiło dopiero po kilku tygodniach stosowania koreańskich kosmetyków w wymienionej przeze mnie kolejności. Jeżeli uważacie, że jest to zbyt męczące, uciążliwe i czasochłonne możecie zredukować listę, jednak pamiętajcie, że możecie nie uzyskać oczekiwanego efektu.
Mam nadzieję, że ten wpis przyda się Wam do szukania własnych rozwiązań, które dobrze wpłyną na Waszą skórę. Możecie sugerować się moimi przetestowanymi kosmetykami, bądź próbować innych serii. Może znacie jakieś ciekawe koreańskie produkty warte polecenia? A może macie jakieś ciekawe wskazówki bądź rytuały? Chętnie poczytam Wasze opinie!

Czarne Pierogi

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mangowa półka - czerwiec

Pora na czerwcową, mocno spóźnioną Mangową Półkę! Opóźnienie było spowodowane nadmiarem pracy, pisaniem dodatkowych artykułów i... zaginioną mangą. Brakowało mi też momentami siły czy natchnienia do napisania tego co widzicie poniżej. Nie sądziłam, że aż tak mi się ten wpis rozciągnie w czasie! Jednak już teraz obiecuję wszystko nadrobić! Zapraszam! Ukradli mi mangę...? Tak, dokładnie to się mi przytrafiło. Od kilku lat bez przerwy wykupuję prenumeraty i w większości wybieram wysyłkę zwykłym priorytetem (nigdy ekonomicznym). Wszystkie mangi błyskawicznie do mnie docierają (czasem nawet na drugi dzień!). Jednak... tak się nie stało z wyczekiwanym przeze mnie czwartym tomem Irumy. Martwić zaczęłam się, gdy zauważyłam, że manga na wszystkich mediach społecznościowych widnieje jako wydana i rozesłana. Skontaktowałam się z wydawnictwem z zapytaniem "co się stało"? Okazało się, że tomik został wysłany później niż sądziłam i zalecono mi grzecznie czekać. Jeśli w przeciągu 3-4 t...

BTS Official Light Stick ver. 3 - w czym tkwi jego fenomen?

Proszę o owacje na stojąco! Otóż... Udało mi się dorwać (za pierwszym podejściem) oficjalny light stick od BTS! Jest to wersja 3, która swoją premierę miała w 2018 roku. Niedawno wyszła również specjalna edycja - BTS Official Light Stick Map Of The Soul Special Edition. Niestety z powodu blokady lotów nie mogłam go kupić w oficjalnym sklepie. W tamtym tygodniu mój ulubiony koreański sklep wrzucił na sklep kilka dostępnych sztuk, a ja niewiele myśląc taki light stick zakupiłam. Dostawa powinna być błyskawiczna (ostatnio paczka z Korei szła do mnie  dwa dni). Także pod koniec czerwca powinien już do mnie trafić! Chętnie napiszę wtedy porównanie tych dwóch cudów.  Szczerze na początku nie bardzo kręciły mnie te wszystkie light sticki i nie wiedziałam o co tyle zachodu. Ot, takie drogie latarko-lampki. Dopiero zagłębiając się w ten temat, przeglądając różne stronki oferujące sprzedaż tych przedmiotów oraz wiele filmików... zapragnęłam coś takiego przygarnąć. Jestem niereformo...

BTS Memories of 2019

Przyznam, że w ostatnim czasie strasznie dużo dzieje się w obozie Bangtanów. Co chwila pojawiają się jakieś nowości, a liczby na koncie bankowym ciągle maleją! Dlatego też nikogo nie zdziwi fakt, że pod koniec tamtego tygodnia trafiła do mnie przepiękna paczka prosto z odległej Korei! W środku było najnowsze wydawnictwo od BTS, czyli " BTS Memories of 2019 " wersja z DVD. Co znalazło się w środku? Warto kupić? Zapraszam! Czy malejące liczby na moim koncie przeszkadzają mi w robieniu zakupów? Oczywiście, że nie! Czy przeszkadza mi robienie zakupów z rana? Nie ma mowy! Tak więc moje zamówienie złożyłam dokładnie o godzinie 4:01 - czyli zaraz po rozpoczęciu sprzedaży w Weverse Shop . Tak, to właśnie tam zdobyłam moją kopię i dzięki temu otrzymałam dodatek limitowany jedynie do tego sklepu. Wiem, że niektóre koreańskie sklepy również oferowały taki prezent, ale wiedzcie, że jest to spowodowane jedynie faktem, że oni sami zaopatrują się w oficjalnym sklepie. Potem sprzedają to sam...